czwartek, 15 listopada 2018

Niesprawiedliwość

 Parę godzin temu wziąłem podwójną dawkę środka uspokajającego.

 Godzinę temu pociąłem swoje uda, ramiona i kostki.

 Nie czułem nic.

 Nie czuję nic.

wtorek, 13 listopada 2018

Złość/Strach

Pierwszy krok jest najwidoczniej decydujący.

 Raz wdepniesz w to gówno, a nigdy już z niego nie wyjdziesz.

 To znowu ja.

 Znowu tutaj.

 Zacznijmy już, bo znów wszystko skasuję.

 Od załamania się dzielą mnie godziny, może dni.

 Potrafię to wyczuć. Nie pomyliłem się ani razu przez te wszystkie lata.

 Wiem, że zniszczę swoje ramiona, kostki i obojczyki, może brzuch.

 Chcę tego.

 Nikt nie zobaczy.

 A tu jest jedyne miejsce, gdzie mogę się tym podzielić.

 Mam przyjaciół.

 Ale nie powiem im już nic.

 Ani słowa.

 Niemoc, obrzydzenie sobą jest za duże. Powiedziałem już dużo. Pracowałem nad tym.

 Jeszcze wyraźniej widzę niechęć.

 Nie mogę się im zwierzać. To żałosne.

 Natychmiastowa reakcja mózgu.

 Zamknij. Kurwa. Mordę.

 Mózg przekłamuje rzeczywistość.

 Prawdopodobnie wcale nie patrzą przez ułamki sekund z litością, nie przewracają oczami, ale ja to widzę.

 Nie mogę im mówić.

 Nie potrafię.

 Nigdy nie potrafiłem, a próbowałem.

 Teraz już nie.

 Najczęstsze słowo: żałosny.

 Takim się określam.

 Czekam na odpowiedni dzień. Może to będzie jutro, może pojutrze.

 Czuję zimno stali, na pamięć znam kształt.

 Było pięknie. Wakacje były piękne. Zupełnie inne od tamtych pamiętnych, rok temu.

 Mam rodzinę.

 Kocham ich nad życie.

 Życie?

 Mam koszmary.

 Koszmary, w których znów nie mam ojca, matka mnie nienawidzi, siostra zalewa się łzami.

 Mam ataki paniki.

 Już rozumiem, Mateusz. Wszystko rozumiem.

 Co za chore gówno.

 Nie przypuszczałem, że to mnie spotka.

 Ale zawsze tak sądzimy, prawda? Dopóki za dzieciaka nie dowiesz się, że tata nie wróci, chociaż rozwody były dla ciebie fikcją w telewizji. Dopóki nie zakrwawisz pościeli, chociaż tylko dziewczyny cięły się i wrzucały zdjęcia na Tumblr. Dopóki nie wyrzygasz garści leków, chociaż zabicie się nigdy nie wchodziło w grę.

 Kurwa, to był błąd.

 Chcę pozostać tym Łukaszem na zawsze.

 Zezwierzęconym stworzeniem w swojej norze.

 Powroty do zdrowia kosztują wiele, ale gdy nagle ze szczytu spadasz na samo dno, to boli.

 Nie. Da. Się. Wytrzymać.

 Nie było warto.

 Kilka dobrych chwil.

 To wszystko na nic.

 Wracam do ciemności.

 PO CHUJ TO MI BYŁO?

 JAK IDIOTA CHODZIŁEM DUMNY. "WYLECZONY". "SZCZĘŚLIWY".

 CO ZA BÓL.

 Znów umieram.

 Mam dość.

Nieskończoność

Przykro mi, że to napiszę.

Witam z powrotem.

niedziela, 19 sierpnia 2018

Lekko w stronę chaosu

Cześć.

Nie, nic takiego. Przyszedłem pogadać.

Mój pogrzeb będzie skromny.

Szczerze mówiąc, szkoda.

Chciałbym piękną przemowę, wielu ludzi. Chciałbym zapamiętania.

Ale kto ma mnie pamiętać?

Będzie moja siostra. Będzie Mateusz.

To tyle.

Nie umieram, jakby co. Nie dążę już do tego.

To tylko luźne smutne przemyślenie.

Tak jak przewidziałem, urodziny to od teraz definitywnie najgorszy dzień roku.

Też szkoda. Ciepły, przyjemny drugi dzień sierpnia.

Mówiąc szczerze, bolało.

Jest jeszcze wcześnie, ale czuję zbliżającą się jesień. Kończące się wakacje.

Jedyne, czego żałuję, to fakt, że rok szkolny pożre 3/4 mojego wolnego czasu.

Tyle byłoby z powrotu do pasji.

Poza tym czuję się dobrze jeśli chodzi o początek szkoły, nawet jeśli to nowa szkoła. Właśnie to jest chyba najlepsze.

Czuję nostalgię. Z odrobiną melancholii. Dość dużą odrobiną.

To, w jaki sposób zachodzi słońce - intensywnie, bardziej pomarańczowo niż różowo. I wcześniej.

Muzyka. Jest w tym smutku coś... Nie do końca radosnego. Ale dobrego.

Sztuka.

Nostalgia.

Ostatnie dni sierpnia w tym roku przypominają film. Może teledysk.

Lubię to.

Chwilami przeżywam ciężkie załamania. Kocham kogoś. Jeśli potrafię kochać.

Nie wiem, kim jestem.

Przypinanie łatek może i jest krzywdzące, ale pomaga ludziom w coś wierzyć. Czegoś się trzymać.

Żadne łatki do mnie nie pasują.

To nie powstrzyma tego uczucia. Samo zgaśnie.

Bywam smutny.

Tym zdaniem mogę się opisywać na pierwszych spotkaniach.

Mam w sobie pożądanie i troskę, które potrzebują ujścia.

Ale nie lubię mówić: kocham.

To takie niepewne.

Bo nie mam pewności, że umiem.

Nawet nie mam za bardzo co powiedzieć. Nie ma takich słów.

Wzdycham.

To jedyny komentarz do sytuacji.

Nostalgia mnie pożera, ale ma śliczne zęby.


wtorek, 3 lipca 2018

Porządek/chaos

Cóż...

Cóż możnaby powiedzieć?

Mój umysł wyzdrowiał.

Prawdopodobnie.

Ja..

Jestem szczęśliwy.

Wow.

Aczkolwiek jeszcze bardzo splątany.

Mam rodzinę.

Mam ojca.

Wróć. Mam tatę.

I jest po prostu bardzo dobrze.

Nauczyłem się nowego patrzenia na świat.

Z dystansem, z lekką obojętnością, ale w tym wszystkim najpiękniejsze jest to, że wciąż jest miejsce na radość.

Ale jednak coś mnie tu sprowadza. Co?

Jest 3 lipca.

Wspomnienia wakacji tamtego roku nigdy nie zginą, niestety.

Prawdopodobnie już nigdy nie będę obchodzić urodzin.

Być może data 31 sierpnia wyryła mi się w mózgu na stałe.

Przyszedłem tu, bo pamiętam.

Boję się, że to wróci, choć wiem, że ryzyko jest znikome.

Czysty od miesięcy, już raczej żyletki do ręki nie wezmę.

Nie powtórzę prób.

A co u mnie teraz?

Nie jest idealnie.

Jestem dupkiem trochę.

Nie potrafię nawiązywać nowych znajomości.

A stare przyjaźnie?

Zredukowałem.

Nie, po prostu zepsułem, właśnie będąc dupkiem.

Mój smutek przekuł się w zgorzkniałość trochę.

Jestem wiecznie zdenerwowany. Zarówno zdenerwowany jako zły i wydzierający się na wszystkich wokół niepotrzebnie, jak i wystraszony, pod presją... Właściwie nikogo, niczego już.

Stres dwóch poprzednich lat wcale nie zanikł. W trzecim być może stał się czymś w rodzaju zespołu stresu pourazowego.

W obecnym, trzecim roku, posypało się moje zdrowie.

Moje serce nie wyrabia. Pędzi jak szalone.

Kardiolog powiedział mi, że mam nerwicę.

Ledwo się powstrzymałem od śmiechu.

Co za ironia, 16-latek z obfitszą ogólną historią chorób niż niejeden emeryt. A co  dopiero psychicznych!

A, właśnie, niech będzie: przyznaję się, mam 16 lat. Właściwie to nawet jeszcze nie.

To już chyba nie ma większego znaczenia.

Ogólnie z podwójnego-prawie-samobójcy zmieniłem się w pana NicMnieToNieObchodziSpierdalaj.

Wciąż nie znam siebie.

Wciąż przechodzę codziennie przez spektrum emocji: radość, obojętność, znudzenie, wściekłość.

Ale, dzięki niebiosom, nie ma tam rozpaczy.

Boję się, że w głowie tworzy się coś nowego, ale mam nadzieję, że to skutki uboczne powrotu do żywych.

Kształtuję się.

Zakochałem się.

I to ja się śmieję z kochliwych ludzi!

Zakochałem się w końcu w kimś wartościowym. W końcu jest pięknie, nietoksycznie, ale wciąż jednostronnie. Tego nie zmienię. Trudno.

Ponadto boję się, że to nie jest miłość bezinteresowna.

Przypomina bardziej uwielbienie superbohatera.

Nie szkodzi. Nie szkodzi.

Bo nauczyłem się szybko eliminować rzeczy, które szkodzą.

No więc jest nieperfekcyjnie, ale dobrze.

Skomplikowany, nie do końca stabilny stan, ale rany zaleczone.

Wciąż coś się zmienia, wciąż występują porażki, wciąż gdzieś jest wściekłość.

Ale jest też radość.

I jest dobrze.

I bardzo fajnie się o sobie myśli:

zdrowy,

zmieniony,

uratowany.


poniedziałek, 26 lutego 2018

Błoga niepewność

 Chyba jest zimno.

 Ale to nic, świeci słońce.

 Mam odmrożenia, ale to nic, bo śnieg tak pięknie się skrzy.

 Chyba się uśmiecham i chyba inny głos mam.

 Chyba zmienia się coś.

 Cicha rewolucja.

 Chyba coś niesamowitego.

 Boże.

 Ja chyba jestem szczęśliwy.

wtorek, 6 lutego 2018

Biały kwiat

 Najsłodsza, śliczna, malutka.

 Oczywiście, nie taka już mała. A szkoda. Niedobrze, że tak szybko rośniesz. Mam nadzieję, że Ciebie życie nie zniszczy.

 Moja droga siostrzyczko.

 Jesteś kochana.

 Jakże mógłbym o Tobie nie wspomnieć?

 Zabraniam Ci robić różnych rzeczy tylko ze względu na twoje bezpieczeństwo.

 Krzyczę na Ciebie czasem, ale to głównie dlatego, że się o Ciebie boję.

 Bardzo Cię kocham, wiesz?

 Jesteś taka dobra, nie to co ci niby dorośli ludzie.

 Wiesz o wielu rzeczach, których nie powiedziałem nikomu innemu.

 Ty nie wiesz, nie rozumiesz, nie uznajesz, że istnieją jakieś normy zachowań tak bardzo ludzkich, jak kochanie.

 Ty nie widzisz nic złego w posiadaniu brata, który zakochał się w kimś tej samej płci.

 Ty widzisz w tym coś zupełnie normalnego.

 Ty nie wiesz, jak bardzo miłe jest to, że pomagasz mi w te dni, kiedy nie mogę wstać z łóżka.

 Ty wiesz, że nie podniosę się, bo to wymagałoby ode mnie znalezienia w sobie ogromnych pokładów siły, których nie mam. Straciłem je.

 To Ty jesteś silna, księżniczko.

 Ty nie widzisz nic żenującego w przytulaniu swojego brata, bo płacze po kłótni z mamą, chociaż jest chłopakiem, a chłopaki przecież nie płaczą.

 Ty wiesz, jaki Twój brat jest słaby, ale nic sobie z tego nie robisz.

 Ty nie wiesz, jak bardzo piękne jest to, co nie raz mi rysujesz, żeby mnie pocieszyć.

 Ty nie wiesz, jak szczerą, dobrą, kochaną dziewczynką jesteś.

 Ty nie wiesz, jak bardzo dorosłe jest twoje zachowanie.

 Ty nie wiesz, że utrzymujesz brata przy życiu, bo w każdej chwili, kiedy on jest bardzo blisko końca, myśli o Tobie i o tym, jak byłoby Ci smutno. On wie, że tylko Ty szczerze byś za nim tęskniła.

 Ty wiesz o mnie tak wiele.

 Nie potrafiłbym tylko Ci powiedzieć, że te wszystkie rany na rękach, które czasem widzisz i przyklejasz mi na nie plasterki z żyrafą, nie są tym, czym myślisz.

 A Ty pstrykasz palcami w ucho tego biednego kota za karę, że niby mnie podrapał.

 Ja każę Ci przestać, ale nie mówię dlaczego.

 Nie mam serca.