środa, 16 września 2026

Naiwność

Nikt tak naprawdę nie pokazuje rzeczywistości. 

Wszyscy pokazują ten moment kiedy dzieje się strasznie (ale nie zbyt strasznie). Kiedy jest tragicznie, dramatycznie, estetycznie.

Potem pokazują od razu cudowne ozdrowienie. Tak, mówią że leczenie nie jest linearne, że jest długie, że nie od razu jest lepiej.

Nikt nie pokazuje jak BARDZO długo to trwa. Jak mozolne jest. Jak leczenie i dążenie ku lepszemu przez 80% czasu wygląda jak brodzenie nadal w bagnie. Przez miesiące. Przez LATA.

Weź tabletkę. Czekaj. Czekaj. Czekaj.

Działa. 

Mija czas. Może coś się dzieje.

Działanie się wygasza. Przestaje działać.

Zwiększ dawkę. Czekaj.

Działa gorzej.

Zmień tabletkę. Czekaj.

Czekaj.

Czekaj.

Działa bardzo negatywnie. Odstaw.

Zmień tabletkę. Czekaj. Czekaj.

Czekaj.

Coś tam działa. Zwiększ dawkę. Czekaj.

Działa? Tak jakby. Wydaje się, że działa przez tydzień, potem trochę nie, potem znów. 

Gaslightuj sam siebie. Powiedz na kontroli, że chyba jest okej.

Bierz dalej. Czekaj. Patrz.

Przez miesiąc czuj się bardzo dobrze. Potem bardzo źle. Potem nie czuj nic.

Co powiedzieć na następnej kontroli?

Może tak po prostu wygląda życie? 

Rozprosz się czymś. Uznaj, że tak wygląda działanie tej tabletki. 

Ten cykl powtarzaj do... kiedy? Do końca życia?

Dziś u psychiatry między wierszami usłyszałem, że pewnie zawsze będzie ze mną źle, może nigdy nie być stabilnie, po prostu zapobiegają mojemu samobójstwu.

Jeszcze nie wiem co o tym myślę.

Z drugiej strony – widzę, jak daleko zaszedłem. W perspektywie na przykład dekady jest niewątpliwie znacznie lepiej.

Pewnie powinienem to doceniać. Doceniam. 

Tylko nadal czasami potrafi być tak źle...

czwartek, 18 czerwca 2026

Przesiedziałem dwie godziny w kącie pokoju, starając się nie płakać.

Nie lubię swojej pracy, ale wolne dni są jeszcze gorsze.

Zaciskałem powieki. Zasłaniałem usta ręką, nie chcąc wydawać żadnych dźwięków, mimo że dziś nikogo nie ma w domu.

Jestem nikim. Wydmuszką człowieka.

Na miasto spadł deszcz.

Wytarłem notes z kurzu. Ten, w którym miała być powieść.

Ten, w którym ostatnia próba pisania jest ze stycznia.

Posiedziałem nad pustymi kartkami. Narysowałem rybę w krawacie. Wyjrzałem za okno. Nadal padało.

Napisałem trzy zdania. Skreśliłem.

A potem, siedemnaście razy:

nie mogę 

nie mogę

nie mogę

...

Na niebie pojawiła się tęcza.

Nie wiem, co to znaczy.

Już nie wierzę w znaki.

Wyrwałem kartki z notesu. 

Dzisiaj wcześniej pójdę spać.

niedziela, 15 marca 2026