Nikt tak naprawdę nie pokazuje rzeczywistości.
Wszyscy pokazują ten moment kiedy dzieje się strasznie (ale nie zbyt strasznie). Kiedy jest tragicznie, dramatycznie, estetycznie.
Potem pokazują od razu cudowne ozdrowienie. Tak, mówią że leczenie nie jest linearne, że jest długie, że nie od razu jest lepiej.
Nikt nie pokazuje jak BARDZO długo to trwa. Jak mozolne jest. Jak leczenie i dążenie ku lepszemu przez 80% czasu wygląda jak brodzenie nadal w bagnie. Przez miesiące. Przez LATA.
Weź tabletkę. Czekaj. Czekaj. Czekaj.
Działa.
Mija czas. Może coś się dzieje.
Działanie się wygasza. Przestaje działać.
Zwiększ dawkę. Czekaj.
Działa gorzej.
Zmień tabletkę. Czekaj.
Czekaj.
Czekaj.
Działa bardzo negatywnie. Odstaw.
Zmień tabletkę. Czekaj. Czekaj.
Czekaj.
Coś tam działa. Zwiększ dawkę. Czekaj.
Działa? Tak jakby. Wydaje się, że działa przez tydzień, potem trochę nie, potem znów.
Gaslightuj sam siebie. Powiedz na kontroli, że chyba jest okej.
Bierz dalej. Czekaj. Patrz.
Przez miesiąc czuj się bardzo dobrze. Potem bardzo źle. Potem nie czuj nic.
Co powiedzieć na następnej kontroli?
Może tak po prostu wygląda życie?
Rozprosz się czymś. Uznaj, że tak wygląda działanie tej tabletki.
Ten cykl powtarzaj do... kiedy? Do końca życia?
Dziś u psychiatry między wierszami usłyszałem, że pewnie zawsze będzie ze mną źle, może nigdy nie być stabilnie, po prostu zapobiegają mojemu samobójstwu.
Jeszcze nie wiem co o tym myślę.
Z drugiej strony – widzę, jak daleko zaszedłem. W perspektywie na przykład dekady jest niewątpliwie znacznie lepiej.
Pewnie powinienem to doceniać. Doceniam.
Tylko nadal czasami potrafi być tak źle...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw coś po sobie.