poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Twarz

A dziś dla odmiany było źle. I nie wiem dlaczego. 

Poszedłem do lasu. Drzewa skrzypiały i trzeszczały, uginały się poruszane silnym wiatrem.

W pewnym momencie, już bardzo w głębi lasu, stanąłem na środku polany i pomyślałem, czy się tam nie powiesić. Tak po prostu.

Podobało mi się myślenie o tym. O przygotowaniu. O wiązaniu liny. 

Dlaczego? Dlaczego...

Nie wiem, jak napiszę tego posta. Trudno mi się wysłowić. Nie wiem, jak przekazać to, co mam na myśli.

Może nie wiem co mam na myśli.

I nie wiem po co to przekazywać.

Jest mi tak potwornie głupio. Moje uczucia nie mają sensu, nie mają prawa bytu.

Nic nie ma sensu.

Rozmyślania nie mają sensu.

Pisanie tutaj nie ma sensu. 

Już naprawdę nic mi to nie da. Treść postów się powtarza. Wiecznie to samo. Cały czas to samo, robię to samo, czuję to samo, cyklicznie, ciągle powtarza się stary schemat.

Wasze rady też się powtarzają. To oczywiste. Co innego tu mówić? To przecież jasne.

A ja, oczywiście, wiecznie ich nie słucham.

Może ja nie chcę być szczęśliwy. Może ja się sabotuję. Może ja nigdy nie pójdę na terapię. Może ja

Ja mam przede wszystkim siebie dość. Chciałbym teraz stracić przytomność i obudzić się, jak świat znowu będzie choć trochę zrozumiały.

*

Sen - 18 godzin. Jak sobie zażyczyłem, tak się stało. Wczoraj kilka minut po zamknięciu przeglądarki zgasło mi światło.

To była chora noc. 

Noc? Zasnąłem po południu, obudziłem się grubo po północy, nie wiedząc gdzie jestem. Potem budziłem się o świcie i przed południem. Śnił mi się ocean.

Jestem roztrzęsiony. Nie wiem co się dzieje.

*

Ja nawet nie zasługuję na śmierć. Samobójstwo byłoby śmieszne.

Mam zwykłą rodzinę, takie sobie relacje, dobre oceny, z daleka normalny człowiek.

ALE TAK MI TU ŹLE.

*

Będę się ciąć? 

Jestem od tego o włos. Już niedługo. Zawsze to przeczuwam.

Ten rollercoaster jest absurdalny.

Miałem potworną noc. Cały czas na skraju świadomości, więc przyszły omamy. Głosy, syreny, syczenie, melodie. Pod powiekami przerażające rozbłyski.

Wycieńczenie.

Opuszczam szkołę, znowu! Super!

Żałosne

*

Bezużyteczny śmieć. Teraz przypominam najgorsze jednostki, nieprzydatny margines, wegetujące coś.

Zużywam tlen i miejsce.

Czuję zabójcze wyrzuty sumienia, że w ogóle istnieję. Nie zasługuję. Nie powinienem.

*

Piszę to szósty dzień.

Za każdym dniem jest inaczej. Wstaję i nie wiem, nie przewidzę, co będzie. Rano jest dobrze, po południu dramatycznie, wieczorem dobrze, w nocy źle. Dowolne kombinacje.

*

Piszę to od tygodnia.

To tylko strzępki, kawałki, wyrzut nagłych myśli. Nie zredaguję ich. Po prostu wrzucę takimi, jakie są. Nie ważne, czy mają sens. 

Nic go teraz nie ma.


sobota, 3 kwietnia 2021

Synestezja

Jeszcze jeden dzień, kiedy wszystko było dobrze. Niesamowite.

Moje myśli nie były słowami, były raczej obrazami, muzyką, dźwiękami, oddechami.

Pastele na niebie. Wiatr huczący w uszach. Poezja.

Nie ma sensu artykułować zdań. To nie słowa, to barwy, to światło, to powietrze, to zapachy, to śpiew ptaków, to ślady zwierząt.

Ja tego opisywać nie chcę. Chcę tylko zapamiętać.

piątek, 2 kwietnia 2021

Puch

Dzisiaj pozwoliłem sobie niczym się nie martwić. 

Śpiew ptaków.

Cirrusy.

Dziś to nie są cirrusy. To są tylko chmury. 

Pierzyna na niebie.

Odpuszczenie.

Pozwoliłem wszystkiemu odpłynąć. Ciało wypłukane ze wszystkich natrętnych myśli. Każdy mięsień rozluźniony.

Błogość.

Popłakałem się z obezwładniajacego poczucia spokoju. 

Dziś jest bezpiecznie.

Zieleń. Słońce. Chmury. Ptaki. Ziemia. Krzewy.

Życie.

Docenienie.

Jak dziś przyjemnie patrzeć na białe futro kota.

Jaki miękki krajobraz staje przed oczami.

Jaka miękkość. Miękkość duszy i ciała.

Co za spokój. Jeden, jedyny dzień. 

Wspaniałe. Wspaniałe.

Łzy.

Tak dawno nie czułem się spokojny.

Jest mi tak dobrze, że aż boli.

Doceniam rozwieszone pranie, skrzynkę na listy, lampę przed domem. Jakże kocham widok za oknem.

Jakże kocham wielki orzech, pod którym siedzę.

Jak doceniam wszystko, co spłodziła ziemia. Jakże ja kocham wszystko, co żyje. 

Kocham dziś każdy promień słońca.

Najtrudniej jest kochać siebie. Ale dziś udało mi się przytulić moją duszę.

Mógłbym siedzieć tu do końca świata.

Chmury robią się różowe. 

Ja czuję się różowy. W końcu nie czarny, nie niebieski, nie szary. Dziś, przez chociaż jeden dzień, jestem różowy. 

Zaczynają kwitnąć stokrotki. Zakwitły moje fiołki.

To jest najbliżej szczerego szczęścia jak byłem od miesięcy. Teraz już może lat.

Niech ta chwila trwa.

Zamknę oczy i będę widzieć jeszcze nagie gałęzie na tle gasnącego nieba.

Zapalą się lampy ciepłym żółtym światłem. Będą jak świetliki.

A ja dziś usnę w spokoju. I będzie mi ciepło.

Nareszcie odrobina ciepła.

Nie chcę dziś niczego, co zdmuchnie ten płomień.

Przytuliłem siebie.

Jest ciepło. Ciepło.

Błogostan.




poniedziałek, 29 marca 2021

Bruzda

Teraz jest różnie. Faluję. 

Główny czynnik, po którym można poznać zmiany, to sen. Znowu stał się tylko opcją. Wystarczy drzemka nad ranem. Nie umiem spać długo.

Energia poszła trochę w górę, nawet udało mi się pouczyć. Ale tylko raz. Motywacja jeszcze się waha.

Są też jeszcze dni zupełnie smutne. W sobotę piłem do zgonu, ale przynajmniej z przyjaciółmi. To podobno lepiej niż samemu. Ale nie było tam ani kropli szczęścia. Właściwie wolałem być wtedy sam.

Wczoraj za to poszedłem na spacer. Pierwszy raz od wielu, wielu tygodni. To też istotna zmiana. 

Poczułem zapach świeżo rozkopanej ziemi. Zbutwiałych gałęzi. Mokrej trawy. 

W końcu jakaś iskra życia.

Pogadałem z Księżycem. Stwierdziliśmy coś zaskakującego.

Potrzebna mi zmiana środowiska.

Przede wszystkim potrzebna mi jest jakaś podróż, po drugie potrzebne mi są studia. Nie zdalne. Ale obawiam się, że nie ma na co liczyć.

Wow, "potrzebne mi są studia". Żebym tylko nie żałował swoich słów zbyt szybko.

Ale naprawdę mam jakieś dobre przeczucie w tej kwestii. Pewnie każdy tak mówi i przestaje po pierwszej sesji, ale nie chcę na razie odcinać się od tego optymizmu. To pozwala przeżyć. 

Bo nie jestem szczęśliwy od tak dawna. Nie jestem szczęśliwy w tym mieście, wśród tych ludzi. Wczoraj doszedłem do tego wniosku. Bardzo możliwe, że po prostu nie jestem szczęśliwy ze sobą, zawsze tak myślałem. Ale środowisko to nowy pomysł. Nie mam nic przeciwko przetestowaniu go.

Podsumowanie ostatnich dni? Jestem słaby, ale przynajmniej już postawiony na nogi.

piątek, 19 marca 2021

Dryf

Leżę. Tylko leżę. Nawet nie byłem w stanie usiąść. Lekcji słuchałem w łóżku. 

Potem już nawet przestałem się na nie łączyć.

Nie wiem w sumie dlaczego. Byłbym w stanie, ale po prostu tego nie zrobiłem. Od kilku dni jestem na "chorobowym".

Odciąłem się trochę. Leżę w ciszy i samotności. Nie odpisuję przyjaciołom.

Chciałem pomyśleć, ale w głowie tylko pustka. Wszędzie pustka.

A nic się przecież nie dzieje, naprawdę. Żadnej rozpaczy, nic się nie wydarzyło, nic się nie zmieniło. Wszystko jest w normie. Dlaczego mam tak mało energii?

Nie czuję nic. Nawet złych emocji. Nic mnie nie przeraża, denerwuje, smuci. 

Jest 14:45. Oczy mi się już zamykają. Wstałem po 10tej.

Niechęć i zmęczenie.

Nie mam punktu zaczepienia. Nie dążę do niczego. 

Śmierć w środku życia.

wtorek, 16 marca 2021

Dzwonki

Jest tak sobie. Nie da się nawet tego określić. 

Jestem powolny. Jestem rozbity. Miałem kilka ataków paniki znikąd. Trochę się martwię. Trochę nie.

Nie o tym. 

Jakaś niesamowita nostalgia mnie ogarnęła. Obrazy dzieciństwa porównuję ze stanem obecnym. 

Siedzę niedaleko peronu. Oglądam pociągi. Widzę po drugiej stronie kwiaciarnię z odpadłym tynkiem i zakurzonymi szybami. Kamienicy, o której pamiętam, że była obok, nie ma już od roku. Już nawet nie ma gruzów.

Dopadło mnie mocne uczucie przemijalności. Ale nie jest bolesne.

Jakaś melancholia. Wszystko mnie wzrusza. 

Dawno nie pisałem, ale nie mam o czym. Nie tu. Nie o tym co zwykle.

Zobaczymy, co z tym zrobię.

sobota, 6 marca 2021

Cień

Czuję się bezużytecznie.

Nie mogę nawet powiedzieć, żebym żył z dnia na dzień. Nic nie planuję, na nic nie czekam. Żyję raczej z godziny na godzinę.

Mimo wszystko nie ma tragedii. Brak myśli samobójczych. Brak przesady z alkoholem, chociaż jest obecny, to prawda. 

Życie niskiej jakości. Na słabych ustawieniach. Ale nie na dnie.

Trwa okres lunatykowania. Chciałbym wyrwać się z transu i uciec.

wtorek, 16 lutego 2021

Kamień

Znowu w dół.

Nocne ataki paniki, paranoja.

Któraś z kolei przegrana w walce z alkoholem.

Omijanie lekcji.

Potworne zmęczenie.

Ogólne wyhamowanie. Brak siły na treningi i naukę. Poczucie porażki.

Nienawiść.

Nie mogę spać.

Paraliżujące myśli o śmierci. 

Na razie tylko myśli o żyletce.

Ogromne poczucie winy, że nic nie robię.

Mam burdel w pokoju. 

Maile bez odpowiedzi.

Niepoprawione oceny, zaległe testy.

Czuję się chory.

Natłok wszystkiego.

Nie chcę jutro, właściwie dziś wstawać. Nie dam rady podnieść się z łóżka.

Jak zwykle, cykl za cyklem, będzie teraz źle.
Jest źle.

Dobranoc.