niedziela, 17 listopada 2019

Skrzyżowanie

Boję się, że to zepsuję.

Jestem emocjonalną cegłą.

Nikt nigdy nie okazywał mi uczuć, mój dom był bez uczuć, moje wychowanie było bez uczuć.

Ja jestem niezdolny do okazywania uczuć.

Boję się, że oboje będziemy smutni.

Mam dziesiątki marzeń, setki nadziej, miliard obaw.

Z tego może wyjść coś dobrego.

Myślę, że on mnie czegoś nauczy.

On może nauczyć mnie emocji.

Rewolucja

Ktoś wyznał mi miłość.

piątek, 4 października 2019

Troski

Moje życie jest teraz dziwne.

Jest... spokojne. Jest uporządkowane.

Nie czuję rozpaczy.

Czuję jednak brak czegoś.

Bardzo mi czegoś w życiu brakuje. Jeszcze nie odkryłem czego.

Może ludzi. Może nowych ludzi, może starych ludzi. Może po prostu ludzi. Ale wartościowych.

Naprawdę często nie mam już się do kogo odezwać.

Prowadzę za to niezliczone monologi z samym sobą.

Bardzo dużo myślę.

To moje główne zajęcie właściwie.

Jestem bardzo daleko myślami, jestem zawsze głęboko w środku umysłu.

Potrafię się skupić, ale nawet wtedy nie jestem absolutnie, totalnie "tu i teraz".

Czasami marzę.

No i brakuje mi czegoś wciąż.

Bywam sfrustrowany.

Jestem sfrustrowany moim otoczeniem, ciałem, sobą.

Jestem na dziwnym etapie życia.

Jest... podejrzanie.

Cały czas czuję, że coś jest nie tak.

Nie jest najgorzej. Nawet nie jest jakoś szczególnie źle.

Ale i tak wiem, że za dzień lub dwa będę się ciąć.

To ten brak.

Próbuję jakoś zapełnić pustkę.

Co ją zapełni? Kto?

Muszę chyba spotkać się z kimś. Muszę chyba odbyć rozmowy z pewnymi ludźmi.

Chcę wiedzieć, na czym stoję.

Próbuję sobie radzić. Próbuję siebie odkryć.


piątek, 20 września 2019

Opustoszenie

Czuję narastającą samotność.

Przeszkadza mi tylko czasami.

Czuję się nieraz zupełnie samotny na świecie.

Mówią, że człowiek nie jest samotną wyspą. Ciężko się zgodzić.

Tracę tych bardzo niewielu, którzy zostali z tamtych niewielu.

Słusznie.

Nie ufam ludziom. Nie ufam samemu sobie.

Nie po tamtej nocy.

Może po prostu nie po tym życiu.

Generalnie nie czuję się najgorzej. Nie jest tak źle jak wiem, że może być.

Po prostu odnoszę dużo porażek. Myślę za dużo w nocy.

Myślę za dużo o sobie, zbyt źle i zbyt późno w nocy.

Wiem na pewno tylko tyle, że już się nie otworzę przed ludźmi, których kocham. Na pewno tym ostatnim z ostatnich nic nie powiem, przyspieszyłoby to tylko ich odejście. Po prostu nie powiem nic, nawet jednego słowa. Już ani jednego słowa.

Nie chcę.

Nienawidzę tych, których kocham. Przez większość czasu naprawdę ich nie znoszę. To jest chyba mój główny problem. Jeden z główniejszych.

Staram się żyć normalnie.

Funkcjonuję.

Nie tnę się często.

Żyję na niskich ustawieniach.

Staram się naprawdę mocno. Raz na jakiś czas po prostu tracę siłę.

Trzeci dzień nie wychodzę z łóżka. Nie rozmawiam praktycznie z nikim.

Idzie jesień.

niedziela, 1 września 2019

Bandaże

Sumienie nie odpuszcza.

Czuję nieprzerwanie ścisk w gardle i boli mnie piętno tamtej nocy na skórze.

Nie wiem.

Za bardzo się przejmuję podobno. Podobno jest okej.

Obawiam się jednak, że to nas wszystkich zniszczy.

Boli mnie brzuch na myśl o spotkaniu. Obawiam się rozmów.

Dlaczego?

Nie wiem.

Nostalgia też mocno bije mnie po głowie.

Wracam do szkoły. Może wrócę do żywych.

czwartek, 29 sierpnia 2019

Upadek

Stało się to, co miało się stać.

Alkohol zrobił ze mnie zwierzę.

Nigdy nie byłem tak pijany, ale coś tam pamiętam.

Pamiętam ten dziwny zapach sztucznych ogni.

Pamiętam jej rękę w moich spodniach.

Pamiętam jej dziewczynę. Też nie była święta.

Ale dziś czuję się jak dziwka. To uczucie nigdy nie było tak intensywne.

Nie rzygałem, a szkoda.

Czuję, jakby moje ciało chciało się wywrócić na lewą stronę.

Wstyd.

czwartek, 15 sierpnia 2019

Poziom

Nie wiedziałem, że mrok ma tyle poziomów.

Mrok ma różne oblicza, objawia się na różne sposoby.

Jestem teraz w miejscu, w którym jeszcze nigdy nie byłem.

Jest dziwnie. Jest inaczej. Nie jest lepiej.

niedziela, 7 lipca 2019

Prześwit

A może gdybym miał miłość, byłoby inaczej.

Może nie pędziłbym z motyką na słońce. Może nie śniłbym o oceanie, nie miał celu w oddali.

Ja mam, do cholery, jeszcze wiele lat przed sobą.

Już chcę być najlepszy. Już widzę siebie w blasku.

Dlaczego tak naciskam?

A to, co siedzi w mojej głowie, nie ułatwia sprawy.

Codziennie przechodzę przez to samo spektrum odczuć: wielkie ambicje, myśli o marzeniach zostają zdeptane przez uczucie bycia niewystarczającym, bo do niczego się nie nadaję według czegoś w moim umyśle.

I trwam w bezruchu. Niezdrowym, bo to te myśli, czarne jak smoła, mnie hamują.

Uświadomiłem sobie wczoraj, że gdybym od lat nie miał dni, w których leżałem zaryczany, zamiast uczyć się, nawet do beznadziejnych przedmiotów, albo gdybym rozwijał wtedy swoje umiejętności, w których już widzę przyszłość, a z własnej winy jestem teraz w nich zacofany, mogłoby być inaczej.

To, co za oceanem, byłoby osiągalne. Ba, to jest wciąż osiągalne. Niesamowicie ryzykowne, pracochłonne, ale być może osiągalne.

Ale, mówię szczerze - bałbym się.

Dlaczego bym się bał? Przecież są, są nawet w pobliżu genialne dzieci, które dotknęły nieba. Dlaczego nie być jednym z tych uwielbianych młodych geniuszy?

Brzmi okropnie, ale tak byłem wychowany - do bycia dumą. Byłem małym geniuszem, ale życie się skomplikowało. Zostałem w przekonaniu, że mam być świetny, ale przy tym porzucono mnie bez pomocy. Trudniej było być idealnym. W końcu poddałem się i nikt nie powiedział, że to w porządku być dobrym, nie bardzo dobrym.

Więc mam bałagan w głowie.

Bo wciąż nienawidzę się za ten czas, gdy leżałem bez sił i nie walczyłem o idealność. Wczoraj uświadomiłem sobie, że chciałbym cofnąć czas. I walczyć, i być na podium, i dostawać listy gratulacyjne.

Wtedy nie wiedziałem, że po klasie pierwszej liceum przyśni mi się iście amerykański sen, olśnienie, plan na życie, istne marzenie.

Teraz jest za późno. Nie posmakuję życia na kampusie. Ale spokojnie, to tylko część wielkiego planu. Plan awaryjny jest do wykonania tutaj, na miejscu. Wystarczy teraz ostro harować na swoje imię. Teraz, natychmiast, bez wytchnienia.

Bez przemyślenia?

Dziś znowu się zawiesiłem. Nie zahamowały mnie jednak złe myśli. Może w końcu odezwał się rozsądek.

Dlaczego teraz, natychmiast, bez wytchnienia, bez przemyślenia?

Mam tylko naście lat.

W małej głowie wielkie chęci.

Mam tam też bałagan.

I to powinno być priorytetem: dlaczego, do cholery, upatruję celu za wielką wodą, gdy mam morze myśli do przepłynięcia w głowie?

Najpierw trzeba tam zrobić porządek.

Mówią, że zegar tyka. To prawda, ale nie chcę umrzeć w panice, realizując się chaotycznie wypluwanymi przejawami nieuporządkowanej weny.

To nie byłbym ja. Wcale nie byłbym spełniony.

Nie od razu Rzym zbudowano.

Powinienem pamiętać o tym już zawsze.

Mam tyle do przekazania. To wymaga czasu.

Też będę budować swój świat. Z jakiegoś powodu myślałem, że ten proces można zacząć z samym szkicem i ukończyć w parę miesięcy.

Nie. Parę miesięcy zajmie sam koncept.

I dobrze. Niech tak będzie.

Muszę się po prostu w końcu uspokoić.

I tak sobie myślę, wracając, że to może o miłość chodzi.

Nie mam jej.

A kto wie, czy gdybym miał miłość, to może nawet nie czułbym potrzeby ruszać się z mojej wsi.

Może czas płynąłby wolniej.

Może byłoby inaczej.

W swojej samotności i smutku chcę stworzyć sobie życie jak ze snu. Rozpaczliwie do tego dążę.

To nie jest wcale dobre.

Trzeba mi trochę zwolnić.

To nic złego.