środa, 16 stycznia 2019

niedziela, 30 grudnia 2018

Psychoza

Najgorsze co może być. Znów.

Kłamię na potęgę. Jest mi przykro. Jest mi wstyd.

Boję się siebie.

Boję się, co mogę sobie zrobić.

A boję się śmierci.

Znów przeistaczam się w kreaturę tylko podobną do człowieka. A może nawet nie.

Co. Za. Ból.

Otępienie. Pobudzenie.

Psychoza.

Gorycz

Być może błędem było czytanie starych wpisów.

Śmiać mi się chce.

"Żyletki już raczej do ręki nie wezmę".

Hahahaha!

Bardzo zabawne.

Bardzo.

Nikogo tu nie ma.

Znów odchodzę od zmysłów.

czwartek, 15 listopada 2018

Niesprawiedliwość

 Parę godzin temu wziąłem podwójną dawkę środka uspokajającego.

 Godzinę temu pociąłem swoje uda, ramiona i kostki.

 Nie czułem nic.

 Nie czuję nic.

wtorek, 13 listopada 2018

Złość/Strach

Pierwszy krok jest najwidoczniej decydujący.

 Raz wdepniesz w to gówno, a nigdy już z niego nie wyjdziesz.

 To znowu ja.

 Znowu tutaj.

 Zacznijmy już, bo znów wszystko skasuję.

 Od załamania się dzielą mnie godziny, może dni.

 Potrafię to wyczuć. Nie pomyliłem się ani razu przez te wszystkie lata.

 Wiem, że zniszczę swoje ramiona, kostki i obojczyki, może brzuch.

 Chcę tego.

 Nikt nie zobaczy.

 A tu jest jedyne miejsce, gdzie mogę się tym podzielić.

 Mam przyjaciół.

 Ale nie powiem im już nic.

 Ani słowa.

 Niemoc, obrzydzenie sobą jest za duże. Powiedziałem już dużo. Pracowałem nad tym.

 Jeszcze wyraźniej widzę niechęć.

 Nie mogę się im zwierzać. To żałosne.

 Natychmiastowa reakcja mózgu.

 Zamknij. Kurwa. Mordę.

 Mózg przekłamuje rzeczywistość.

 Prawdopodobnie wcale nie patrzą przez ułamki sekund z litością, nie przewracają oczami, ale ja to widzę.

 Nie mogę im mówić.

 Nie potrafię.

 Nigdy nie potrafiłem, a próbowałem.

 Teraz już nie.

 Najczęstsze słowo: żałosny.

 Takim się określam.

 Czekam na odpowiedni dzień. Może to będzie jutro, może pojutrze.

 Czuję zimno stali, na pamięć znam kształt.

 Było pięknie. Wakacje były piękne. Zupełnie inne od tamtych pamiętnych, rok temu.

 Mam rodzinę.

 Kocham ich nad życie.

 Życie?

 Mam koszmary.

 Koszmary, w których znów nie mam ojca, matka mnie nienawidzi, siostra zalewa się łzami.

 Mam ataki paniki.

 Już rozumiem, Mateusz. Wszystko rozumiem.

 Co za chore gówno.

 Nie przypuszczałem, że to mnie spotka.

 Ale zawsze tak sądzimy, prawda? Dopóki za dzieciaka nie dowiesz się, że tata nie wróci, chociaż rozwody były dla ciebie fikcją w telewizji. Dopóki nie zakrwawisz pościeli, chociaż tylko dziewczyny cięły się i wrzucały zdjęcia na Tumblr. Dopóki nie wyrzygasz garści leków, chociaż zabicie się nigdy nie wchodziło w grę.

 Kurwa, to był błąd.

 Chcę pozostać tym Łukaszem na zawsze.

 Zezwierzęconym stworzeniem w swojej norze.

 Powroty do zdrowia kosztują wiele, ale gdy nagle ze szczytu spadasz na samo dno, to boli.

 Nie. Da. Się. Wytrzymać.

 Nie było warto.

 Kilka dobrych chwil.

 To wszystko na nic.

 Wracam do ciemności.

 PO CHUJ TO MI BYŁO?

 JAK IDIOTA CHODZIŁEM DUMNY. "WYLECZONY". "SZCZĘŚLIWY".

 CO ZA BÓL.

 Znów umieram.

 Mam dość.

Nieskończoność

Przykro mi, że to napiszę.

Witam z powrotem.

niedziela, 19 sierpnia 2018

Lekko w stronę chaosu

Cześć.

Nie, nic takiego. Przyszedłem pogadać.

Mój pogrzeb będzie skromny.

Szczerze mówiąc, szkoda.

Chciałbym piękną przemowę, wielu ludzi. Chciałbym zapamiętania.

Ale kto ma mnie pamiętać?

Będzie moja siostra. Będzie Mateusz.

To tyle.

Nie umieram, jakby co. Nie dążę już do tego.

To tylko luźne smutne przemyślenie.

Tak jak przewidziałem, urodziny to od teraz definitywnie najgorszy dzień roku.

Też szkoda. Ciepły, przyjemny drugi dzień sierpnia.

Mówiąc szczerze, bolało.

Jest jeszcze wcześnie, ale czuję zbliżającą się jesień. Kończące się wakacje.

Jedyne, czego żałuję, to fakt, że rok szkolny pożre 3/4 mojego wolnego czasu.

Tyle byłoby z powrotu do pasji.

Poza tym czuję się dobrze jeśli chodzi o początek szkoły, nawet jeśli to nowa szkoła. Właśnie to jest chyba najlepsze.

Czuję nostalgię. Z odrobiną melancholii. Dość dużą odrobiną.

To, w jaki sposób zachodzi słońce - intensywnie, bardziej pomarańczowo niż różowo. I wcześniej.

Muzyka. Jest w tym smutku coś... Nie do końca radosnego. Ale dobrego.

Sztuka.

Nostalgia.

Ostatnie dni sierpnia w tym roku przypominają film. Może teledysk.

Lubię to.

Chwilami przeżywam ciężkie załamania. Kocham kogoś. Jeśli potrafię kochać.

Nie wiem, kim jestem.

Przypinanie łatek może i jest krzywdzące, ale pomaga ludziom w coś wierzyć. Czegoś się trzymać.

Żadne łatki do mnie nie pasują.

To nie powstrzyma tego uczucia. Samo zgaśnie.

Bywam smutny.

Tym zdaniem mogę się opisywać na pierwszych spotkaniach.

Mam w sobie pożądanie i troskę, które potrzebują ujścia.

Ale nie lubię mówić: kocham.

To takie niepewne.

Bo nie mam pewności, że umiem.

Nawet nie mam za bardzo co powiedzieć. Nie ma takich słów.

Wzdycham.

To jedyny komentarz do sytuacji.

Nostalgia mnie pożera, ale ma śliczne zęby.